Idąc na cały świat…

Zasadniczym celem przyjścia Pana Jezusa na ten świat było pozyskiwanie zgubionych, a Jego zwiastowanie ewangelii było pełne mocy Ducha Św. Ostatnim poleceniem Pana Jezusa tutaj na ziemi było: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody…”. Biblia uczy nas, że wszyscy wierzący  na ziemi są Bożymi ambasadorami i wszyscy wierzący powinni szerzyć ewangelię. Jest to obowiazek, ale również przywilej, a tym, którzy to czynią, przynosi to wielką radość, kiedy po znowuzrodzeniu człowieka można oglądać, jak Chrystus czyni pijaka trzeźwym, niemoralnego czystym, niedpowiedzialnych godnami zaufania, a ateistę wierzącym człowiekiem. Wiem, że wielu wierzących usprawiedliwia się „ja nie umiem mówić”, w końcu powiedział to i Mojżesz w ST, lecz Bóg mu odpowiedział, że On dał usta człowiekowi i On je może napełnić, więc prośmy o moc Ducha Świętego, aby być Jego świadkami. A jeśli myślimy, że brak nam słów, możemy rozdawać ewangelizacyjne traktaty, zostawić je gdzieś w pociągu na okienku czy poczekalni u lekarza, wrzucić do wózka na zakupy itp.

Będąc niedawno w Polsce u rodziców, miałam możliwość przeczytać artykuł o pewnym pastorze, który spotkał się z niesamowitą historią człowieka, rozdawającego ludziom traktaty. Pastor mieszkał w południowym Londynie. Po jego nabożeństwie pewien człowiek zapytał, czy mógłby powiedzieć świadectwo. Dostał na to trzy minuty. Powiedział, że mieszkał w Sydney, a pewnego razu dziwny mały człowiek włożył traktat w jego dłoń i zapytał: „Przepraszam, czy jesteś zbawiony? Jeśli byś dzisiaj w nocy umarł, poszedłbyś do nieba?”. Ta myśl nie dawała mu spokoju, więc zatelefonował do przyjaciela, który był chrześcijaninem, a ten go przyprowadził do Chrystusa. Następnego tygodnia ten pastor poleciał do Aderiady w Australii, gdzie miał wykłady. Po sesji pewna kobieta przyszła po jakąś radę, a on zapytał o jej relację z Chrystusem, wtedy ona powiedziała, że mieszkała kiedyś w Sydney i podzedł do niej pewien dziwny mały człowiek o siwych włosach i zapytał: „Przepraszam panią, czy jest pani zbawiona? Jeśli by pani dzisiaj w nocy umarła, czy poszłaby pani do nieba?”. To ją bardzo zaniepokoiło, więc poszła do baptystycznego zboru i pastor ją przyprowadził do Chrystusa, teraz jest Jego własnością. Ten Londyński pastor był tym bardzo zdziwiony. Dwa razy w ciągu dwóch tygodni usłyszał takie samo świadectwo. Po pewnym czasie służył w kościele w Mount Pleasant w Perth. Zaposił go tam na posiłek starszy zboru, który zapytany jak uwierzył, opowiedział mu o swoim nawróceniu, wspominając, że trzy lata temu był w podróży służbowej w Sydney, i że pewien złośliwy mały człowiek zadał mu te same pytania, jak porzednim dwom osobom. Kiedy wrócił do domu, pewien pastor przyprowadził go do Jezusa i już trzy lata jest wierzący. Po niedługim czasie londyński kaznodzieja przemawiał na konferencji w Keswick w Lake District, gdzie podzielił się tymi świadectwami, a po serii wykładów podeszło do niego czterech pastorów, którzy oznajmili, że oni również zostali zbawieni dzięki świadectwu tego samego małego człowieka, dzięki tym samym pytaniom na George Street w Sydney. Następnie pastor zatrzymał się w Atlancie, w Georgii w USA, aby przemawiać na konferencji kapelanów marynarki wojennej i przez trzy dni przemawiał do ponad 1000 kapelanów. W czasie jednego posiłku pastor zapytał głównego kapelana, jak stał się chrześcijaninem. On odpowiedział, że to był cud, że był marynarzem i pewnego razu zatrzymali się w porcie w Sydney, a tam otrzymał od pewnego małego człowieka znane nam już dwa pytania. Był tym wstrząśnięty, poszedł do kapelana, a on przyprowadził go do Chrystusa. Po nawróceniu zaczął przygotowywać się do służby. Teraz ma pod sobą 1000 kapelanów, którzy pracują nad pozyskiwaniem dusz dla Chrystusa. Londyński pastor jeszcze raz spotkał się z podobną historią, był to Hindus, który nawrócił się przez spotkanie z tym samym małym człowiekiem, będąc w Sydney. Jemu również podał traktat ten sam mały siwy człowiek z tymi samymi pytaniami. Ponieważ nie dawało mu to spokoju, poszedł do domu misyjnego i tam misjonarz przyprowadził go do Chrystusa.

Teraz ma pod sobą wielu misjonarzy, którzy przyprowadzili wiele tysiący ludzi do Chrystusa. Po ośmiu miesiącach pastor zwiastował ewangelię w Sydney. Zapytał lokalnego pastora, czy nie zna małego człowieka z siwymi włosami, który rozdaje ludziom traktaty na George Street. Oczywiście, że znam, nazywa się Jenner, ale jest już bardzo chory i słaby. Pastor poszedł odwiedzić tego starca. Ten mu powiedział, że po swoim nawróceniu obiecał Bogu, że będzie się dzielił Jezusem w prostym świadectwie z co najmniej dziesięcioma ludźmi dziennie i czynił to wiernie przez czterdzieści lat, ale nigdy nie słyszał o tym, by ktoś przez jego świadectwo uwierzył. Być może, że ten człowiek otrzymał od Boga tylko jeden talent, ale w pełni go wykorzystał. Powinniśmy też być świadmi tego, że jeżeli nie będzie tych, którzy świadczą, to nie bądzie ani tych, którzy uwierzą. Powinniśmy pamiętać o tym, że Pan Jezus ma tu na ziemi tylko nasze ręce, nogi czy usta i te chce używać. Niedawno słuchałam świadectwa jednej rosyjskiej chrześcijanki, która przeżyła kliniczną śmierć, stanęła przed Bożym tronem, a On zapytał, jaki jest jej plon. Ona miała w otwartej dłoni tylko jeden kłos, obok niej stali ludzie, niosąc całe snopy. Ona do Boga przyprowadziła tylko swego męża, nawet nie swoje dzieci. Bóg dał jej możliwość znowu znaleźć się w swym ciele i zacząć owocną pracę na Bożej winnicy. Wierzę, że nikt z nas nie chciałby w niebie usłyszeć słowa „prócz liści nic, ach, marny plon”, więc życzę Wam, kochani czytelnicy, wiele owocnych dni w tym roku.

Irena Kadlubcowá
Březen 2015